Czysta głowa szczęścia doda!

utworzone przez | 0 komentarzy

Ho ho ho, ale chwytliwy tytuł, kto by się spodziewał! Ja nie… ale cały czas się zaskakuję! Tak teraz myślę, że ktoś mógłby pomyśleć, ze chodzi o mycie głowy. Od razu wyprowadzam z tego błędu. Chodzi o to, co jest w środku: o emocje, samopoczucie i myśli.

Dzisiejszy temat jest tematem, który cały czas jest trudny… zapomniany i olewany. Jeśli myślisz, że zdrowo jedząc NIE MOŻESZ jeść słodyczy, frytek, kebabów, batonów, pizzy to w moim odczuciu się mylisz.

Większość testu dotyczy osób zdrowych, bo wiadomo, że jak masz np. celiakię albo jakieś alergię to niektórych produktów jeść nie możesz ze względów zdrowotnych, i tyle. Ale takich bezwzględnych sytuacji, kiedy po prostu nie możesz czegoś zjeść, jest bardzo mało. Mimo wszystko, osoby z celiakią i alergiami też mogą przeczytać ten tekst, bo czemu nie. Jestem przekonana, że może on zwiększyć świadomość również u Was. To nie jest tak, że totalnie się nie odnajdziecie. Bo mając celiakię też można być zanadto ześwirowanym na punkcie „zdrowych” produktów.

Często przekonanie, że czegoś nie możemy wynika tylko i wyłącznie z naszej głowy…

Tzn. z nieprawidłowego myślenia na tematy żywieniowe, na temat wagi (masy ciała), wyglądu ciała itp. Był taki czas, że wpoiliśmy, tudzież wbiliśmy sobie do głowy pewne nakazy lub restrykcje (a często trochę tego, trochę tego) i nauczyliśmy nasz mózg właśnie w taki sposób funkcjonować.

Podam przykład. Przez pół życia unikasz białego pieczywa, bo kiedyś przeczytałeś bądź przeczytałaś, że od tego się tyje… I co? Jesz je bardzo sporadycznie, np. na weselu, bo tam taki pyszny wiejski chlebek, więc no trudno, wytańczysz. Ale na co dzień, mimo ogromnej chęci zjedzenia białej buły (tekst o bule tutaj [klik]) wciąż sobie odmawiasz. I niby wiesz, że robisz dobrze, bo razowe pieczywo zdrowsze. W badaniach wszystko super, okaz zdrowia (przynajmniej na papierze). No i co się okazuje, że mimo wszystko jesteś nieszczęśliwa, jakoś taka nieswoja… mimo wszystko nie czujesz fanu i flow… bo czegoś brak.

Wiem, że może Ci się wydawać, że przesadzam, ale jeśli jest kilka, kilkanaście takich produktów w Twojej diecie, których nie jesz tylko dlatego, że głowa Ci nie pozwala, to może to już rodzić frustrację.

Nie to, żebym była tylko teoretykiem w tej materii, bo:

1. Pracuję z ludźmi już dobra kilka lat i widzę z jakimi dylematami się mierzą i do mnie przychodzą.

2. Mam znajomych i rodzinę (serio!). A na dodatek lubię obserwować co się dzieje na około.

3. SAMA ZAKAZYWAŁAM SOBIE WIELU RZECZY I BYŁO MI Z TYM ŹLE!

I chyba ten trzeci punkt najważniejszy.

Jeśli jesteś w miejscu ciągłych zakazów i ograniczeń to wiedz, że i ja tam kiedyś byłam (dietetyk?! – ano). Ja ograniczałam takie rzeczy jak: białe pieczywo, majonez, masło, kupne płatki śniadaniowe, oczywiście drożdżówki, słodkie bułki, pączki, czekoladę… i parę innych rzeczy, o których już nie pamiętam. Faktycznie czułam, że byłam nieszczęśliwa. I wiesz co? Wprowadzenie tych produktów z powrotem do diety spowodowało przypływ mocy! Dosłownie. Co ciekawe, to nie jest tak, że teraz rzucam się na te produkty, ale po prostu wiem, że są. Albo lepiej… wiem, że mogę po nie sięgnąć kiedy tylko będę miała ochotę.

Jeśli jesz zdrowo, masz wypracowane zdrowe nawyki (podstawy pisałam tutaj [klik] i tutaj [klik] ) to włączenie fajnych produktów, które dadzą Ci fan lub po prostu takich, które lubisz, raz na jakiś czas będzie nawet wskazane!

Nie samymi zdrowymi produktami człowiek żyje, dietetyk także. Słyszałam głosy w mojej głowie, że też jestem człowiekiem – temat do zbadania.

80/20

Warto tutaj wspomnieć o sposobie żywienia 80/20 (tak szczerze, nie wiem, jak to nazwać, „sposób żywienia” wydaje mi się odpowiedni).

Oznacza to, że 80% kalorii, czasu, posiłków czy 80% produktów w naszej diecie (lub kalorie z produktów zdrowych, lub posiłki, lub czas „jedzenia) to produkty „zdrowe”. Te 20% zostawiasz sobie na wyjazdy, na zachcianki, na przyjemności. I tyle. Luzik, bo taka metoda na pewno pozwoli Ci pozostać zdrowym, a co więcej zdrowa zostanie też Twoja głowa.

Nie ma tutaj miejsca na restrykcje i ograniczenia. Wszystko możesz!

Oczywiście, to nie jest tak, że musisz dokładnie wyliczać te 80 i 20%. Weź to na rozsądek. Jeśli w tygodniu jesz okej, to naprawdę nie będzie problemem, jeśli w weekend zjesz pizzę i wypijesz piwo. Albo biorąc pod uwagę ilość posiłków… jedząc 5 posiłków dziennie, w tygodniu wychodzi Ci ich 35. Jeśli 7 posiłków będzie luźniejszymi (czyli np. białą bułą, drożdżówką, batonem, czy pizzą) to nie powinno się to negatywnie odbić na zdrowiu. Staraj się jednak, żeby pizza nie była mimo wszystko 7 razy w tygodniu. Rozumiesz? To tylko przykład. Rozsądek przede wszystkim.

Bardzo często jest tak, że te „mniej zdrowe” odpowiedniki wcale nie mają więcej kalorii.

Tak jest w przypadku białego i ciemnego pieczywa. Ciemne pieczywo nie jest zdrowsze dlatego, że dostarcza mniej energii, a dlatego, że ma więcej błonnika pokarmowego, witamin i składników mineralnych, ot co. A tak swoją drogą to niby czemu kalorie miały by być „złe”. Bez sensu.

Zaznaczę jednak, że jeśli się odchudzasz to trzeba bardziej przyglądać się kaloriom. I o ile zamiana ciemnego pieczywa na białe nie odbije się na deficycie, to już zamiana domowego obiadu na pizzę będzie mogło zaburzać deficyt. Mówiąc dosadniej, wyzerować go, albo nawet spowodować większą niż zero kaloryczne, podaż energii. Ale mimo wszystko zasada 80/20 też będzie okej podczas odchudzania. Ja do tego namawiam i wiedzę świetne efekty.

KOŃCZĄC JUŻ…

…zachęcam Cię do przyjrzenia się swojej diecie i samopoczuciu bardziej wnikliwie. Jeśli wiesz o czym piszę w tym tekście, to zapewne jest kilka rzeczy, nad którymi warto popracować. Chodzi mi o popracowanie z głową i przekonaniami. Nie wahaj się prosić o pomoc. Jeśli nie masz komu się wygadać, idź do psychologa lub na psychoterapię. Wiem ile to może zmienić! Bardzo się cieszę z tego, że już coraz bardziej podkreśla się wartość zdrowia psychicznego. W dietetyce również jest to ważne! Żeby nie powiedzieć najważniejsze. Czasem ludzie mają takie blokady w głowie, że po prostu nie mają efektów. Psychoterapia w wielu przypadkach może być zbawienna.

Mam ogromną nadzieję, że ten tekst otworzy oczy choć jednej osobie i spowoduje, że pójdzie w stronę tytułowej czystej głowy.

„Czysta głowa” to wg mnie nie narzucanie sobie zbędnych nakazów i brak wyrzutów sumienia po zjedzeniu jakiś produktów rekreacyjnych. Do tego trzeba dojść. Nie dzieje się to od razu. Jeśli jednak, będziesz konsekwentny/ konsekwentna odczujesz różnicę i zobaczysz co to znaczy pełnia zdrowia.

Możesz mi napisać maila za kilka tygodniu lub miesięcy na adres poradnia@kbednarska.pl , jeśli tylko poczujesz, że faktycznie jest lepiej. Będzie to dla mnie bardzo satysfakcjonujące.

Pamiętaj, żeby wysłać link do tego artykułu koleżance lub koledze… może ktoś z Twoich bliskich powinien spojrzeć na żywienie od trochę innej strony?

A tymczasem się żegnam i życzę urozmaiconego dietowania! – Kasia

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.