Zjadłam ciasto na Wielkanoc. Wielka tragedia?

utworzone przez | 0 komentarzy

Tak, zjadłam ciasto na Wielkanoc.

Nawet nie jeden kawałek, ale ile dokładnie zostawię sobie, bo Tobie ta wiedza nie jest do niczego potrzebna.

W każdym razie, nie wiem czemu, ale nadal tak jest, że „dietetyk nie może”, albo chociaż co najmniej nie powinien. Nie cierpię takiego szufladkowania.

Jeśli oglądasz mnie na Instagramie [klik] lub Facebooku [klik] to wiesz, że jestem normalnym człowiekiem. Możesz mnie nie lubić (w takim razie po co tu jesteś?), ale to nie jest tak, że bycie dietetykiem w jakiś sposób zabrania mi jedzenia słodyczy.

Co więcej, powiem nawet, że nie ma sensu udawać, że słodycze nie istnieją.

Bo istnieją i tego nie zmienisz. Jako osoby, które żyją w tym, a nie innym środowisku, musimy się nauczyć w nim funkcjonować. Nie możesz zwalać jedzenia słodyczy na XXI w. TY jesteś odpowiedzialna za swoje wybory, nikt inny.

Też wydaje Ci się, że strasznie cienkie te kawałki drożdżówki?

Polacy mają problem ze świątecznym jedzeniem.

Myślę, że okresy świąt wszelakich są szczególnie trudne dla większości Polaków, bo każdy chce być zdrowy lub szczupły, ale nie każdy już zamiast 1 kg sernika zje 2 kawałki. Skąd się to bierze? Wg mnie z restrykcji jakie ludzie lubią sobie narzucać. Nie jem słodyczy, od dzisiaj nie kupuję ciastek, dzisiaj robię godzinny trening, bo za dużo zjadłam. To wszystko są pewnego rodzaju restrykcje i ograniczenia, które nakładamy na siebie najczęściej jako konsekwencja zjedzenia za dużo. A nasz mózg tego nie lubi, oj nie. Więc nie dziw się, jak po nadaniu sobie takich katuszy, częściej będziesz myśleć o ulubionych żelkach czy czekoladzie. Czy to nie jest oczywiste, że mózg będzie Ci o tym przypominać? „Zakazany owoc smakuje najlepiej” super tu pasuje.

Zgubne media

Niestety, ale wszelakie media też nam nie pomagają… Presję widać w gazetach, telewizji, internecie w postaci artykułów i innych materiałów, które zachęcają do restrykcji i mówią, że jest to coś „dobrego”, że tak trzeba… No nie… A Instagram to już w ogóle masakra. Zdjęcia półnagich kobiet z płaskimi i wyrzeźbionymi brzuchami na bieżni w godzinę po niedzielnym obiedzie… To zdecydowanie nie pomaga Twojej psychice.

Taka rada, jeśli obserwowanie pewnych profili, obojętnie jakich osób, sprawia, że czujesz się gorzej, frustrujesz się, kliknij „przestań obserwować”. Zobaczysz ile się zmieni w Twoim podejściu, jeśli nie będziesz tym bombardowana na każdym kroku. A przynajmniej tam, gdzie masz wpływ na to co widzisz.

Podejście „wszystko albo nic”

Dlatego właśnie nie jestem fanką podejścia „wszystko albo nic”. Jedząc słodycze, ale w mniejszej ilości, tak tylko, żeby zaspokoić „zachciankę”, spowodujesz, że mózg nie będzie Cię taka do nich ciągnął i nie zjesz pół blachy sernika na raz. Przyznam, że też musiałam to wypracować. Miałam taki okres w swoim życiu, kiedy głupio się odchudzałam (ale o tym może kiedy indziej Ci opowiem), i na święta rzuciłam się na ciasto i jadłam, sporo. A wszystko dlatego, że od 3 miesięcy nie tknęłam prawie nic „niezdrowego”. To był okropny czas.

Na szczęście już wiem, że jedząc normalnie można pozwalać sobie na ulubione rzeczy, również na słodycze, które lubię. Oczywiście, że lubię!

TO CO MOŻESZ ZROBIĆ:

1. Nie traktuj zjedzenia ciasta na święta jako przestępstwo. Postaraj się nie mieć wyrzutów sumienia, które są całkowicie zbędne. Pamiętaj, nie przytyjesz od 2 dni jedzenia za dużo.

2. Nie próbuj następnego dnia jeść jak ptaszek – organizm i tak upomni się o te kalorie.

3. Jedz słodycze, ale bądź świadoma ich spożywania.

4. Zadbaj, żeby w jadłospisie nie pojawiały się zbyt często inne źródła łatwoprzyswajalnego cukru, tj. jogurty, kefiry i maślanki owocowe, mleka smakowe, białe pieczywo, biały ryż, makarony, chałki, kuskus…. Łatwo można je wymienić na zdrowsze wersje: jogurty naturalne zmiksowane z owocami, pieczywo razowe lub graham, ryż brązowy, makarony razowe, kasze.

5. Jeśli masz taką możliwość dodaj do ,,słodycza” jakiś owoc (super jest jabłko i grejpfrut) albo produkt o wyższej zawartości białka (Skyr, serek wiejski light, jogurt wysokobiałkowy). Nasycisz się na dłużej, a słodkość będzie tak naprawdę tylko dodatkiem do posiłku.


Piszę ten artykuł w dniu 14.04.2020 r., czyli 1 dzień po świętach Wielkanocnych. Chciałam, żeby był takim swoistym poprawiaczem nastroju.

Nie rozgrzeszeniem, bo nie ma nawet za co.

Niedobrze jest traktować jedzenia w kategoriach kary i nagrody, czy chociażby grzeszku.

Od wielu lat nie doświadczam już czegoś jak rzucanie się na ciasta w każdej możliwej sytuacji, ale jem je wtedy kiedy mam ochotę. A że jem słodycze ok 2-3 razy w tygodniu (czasem częściej, czasem rzadziej) nie brakuje mi ich i nie tęsknię. Co pociąga za sobą, że nie mam „potrzeby” jedzenia na zapas. Jak więc widzisz taka zmiana podejścia nie dzieje się z dnia na dzień. Niestety jak to w dietetyce bywa – trzeba czasu. Praktycznie nigdzie nie ma drogi na skróty.

PODSUMOWANIE:

A ponad wszystko PAMIĘTAJ, ŻE to Twoja codzienność wpływa w zdecydowanie największym stopniu na Twój wygląda, samopoczucie itp, a nie święta. To tylko kilka dni w roku. Serio chcesz przypisywać im całe Twoje rozgoryczenie? To chyba bez sensu.

Na koniec polecę Ci inny mój artykuł z którego dowiesz się dlaczego zdrowe odżywienie nierówna się jedzeniem samych zdrowych rzeczy [klik].


Ciekawa jestem Twojego podejścia do tematu słodyczy? Udajesz, że nie istnieją? Jesz je codziennie? Czy może w ogóle nie są dla Ciebie „problemem”?


A tymczasem się żegnam i życzę urozmaiconego dietowania!- Kasia

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.